Do jakiejkolwiek makaroniarni czy restauracji by się nie weszło, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że zaraz rzucą nam się w oczy wszechobecne waribashi – chińskie drewniane pałeczki. Lecz już niedługo ma się to zmienić. To, co u ekologów wywołało radość, a niepokój u właścicieli restauracji, to nowy 5% podatek, który, w trosce o stan zalesienia, Chiny nałożyły na waribashi.
Ruch chińskiego rządu silnie uderzył w Japończyków, którzy rocznie zużywają olbrzymią ilość drewnianych pałeczek, sięgającą aż 25 bilionów (około 200 par na jedną osobę).
97% wszystkich pałeczek używanych w Japonii pochodzi z Chin. Już teraz chińscy eksporterzy pałeczek odpowiadają na ich opodatkowanie, 30% podwyżką ceny waribashi na eksport do Japonii- a planowana jest jeszcze dodatkowa 20%. Tymczasem wymusza to na właścicielach japońskich restauracji poszukiwania alternatyw dla chińskiego produktu.
"Jeszcze nie znajdujemy się w sytuacji awaryjnej, ale dało się odczuć pewien wpływ (podwyżki cen)" – mówi Ichiro Fukuoka, kierownik Japan Chopsticks Import Association.
Para waribashi, która zwykła kosztować około jednego yena, zdrożała do 1.5, a czasem nawet do 1.7 yena. Do podwyżki przyczynił się wzrost kosztów transportu surowego drewna, związany z podwyżką cen ropy. Niektórzy obawiają się, że niedługo Japonia nie będzie w stanie zdobyć nawet drogich pałeczek z Chin: gazeta Mainichi i Nihon Keizai donoszą, że Chiny zrezygnują z eksportu waribashi do Japonii już w 2008 roku.
Fukuoka przyznał, że aby zmniejszyć szkody, japońscy importerzy już teraz kupują więcej pałeczek bambusowych i zastanawiają się nad nowymi dostawcami - Wietnamem, Indonezją i Rosją.
Sieci sklepów wielobranżowych starają się zmniejszyć straty poprzez cięcia kosztów dystrybucji i transportu. "Zapewniamy pałeczki tylko tym klientom, którzy o to proszą" – mówi Mayumi Ito, rzeczniczka Seven&I Holding Co., właściciela sieci Seven-Eleven.
Do lat 80-tych pałeczki jednorazowego użytku rodzimych producentów stanowiły połowę udziałowców tego rynku, lecz były stopniowo wypierane przez wysokiej jakosci, tani odpowiednik z Chin, najczęściej produkowany przez wspólne przedsięwzięcia japońsko-chińskie.
Roczna produkcja jednorazowych pałeczek przekracza w Chinach 45 bilionów par (to 25 milionów drzew mniej!). Około 1/3 z nich trafia na rynek japoński i południowokoreański, reszta zaspokaja rynek rodzimy. Na razie nie wiadomo, jak nowe zmiany dotknęły rynek w Korei Południowej. Jednak ekologowie widzą w decyzji rządu chińskiego szansę pozbycia się jednorazowych pałeczek, które przyczyniają się do karczowania lasów i "marnotrawnego" sposobu życia.
W lutym, sieć restauracji Marche Corp., po 6-miesięcznych testach różnych materiałów w 1/3 swoich restauracji, zdecydowała się zamienić jednorazowe drewniane pałeczki na plastikowe(wielokrotnego użytku) i to we wszystkich punktach sprzedaży. Firma nadal jednak posiada na składzie waribashi, w razie gdyby klienci mieli problemy w posługiwaniu się plastikowymi pałeczkami przy jedzeniu makaronu. Klienci, którzy przynoszą własne pałeczki mogą też liczyć na drobny upust. Para kosztujących 130 yenów pałeczek może być użyta 130 razy, mówi rzecznik Marche Corp.
"Na razie nie dotarły do nas żadne skargi" – dodaje. " Zmniejszyła się za to ilośc produkowaych śmieci, co na pewno jest lepsze dla środowiska".
Japonia jest największym importerem chińskich pałeczek, a Chiny są trzecim największym rynkiem dla japońskich towarów. Japońska Organizacja Handlu Zagranicznego odnotowała, że w 2005 roku handel z Chinami wzrósł o 12.7% do 189.4 bilionów dolarów. Jednakże, ostatnimi czasy, na skutek różnych sporów, stosunki dyplomatyczne pomiędzy państwami uległy pogorszeniu.
The Japan Times